9

niedziela, 24 lipca 2016

EPILOG + PODZIĘKOWANIA

Jakiś czas później
Dziwne odgłosy za drzwiami odwróciły moją uwagę od czytania kontraktu. W pewnym momencie otworzyły się i do środka wpadła miniaturowa wersja Jessie. Zaraz za nią wszedł Paul i zakłopotany podrapał się po głowie.
-Sorry stary, wiem, że masz masę roboty, ale Emma się uparła…- powiedział, a ja zacząłem się śmiać i wstałem, by złapać biegnącą w moją stronę dziewczynkę. Podniosłem ją, obróciłem kilka razy i pocałowałem w policzek. Byłem jej ojcem chrzestnym i szczerze mówiąc dzięki temu polubiłem dzieci. Ba, tę kruszynkę uwielbiałem. Zapiszczała i objęła mnie za szyję swoimi krótkimi rączkami.
-Paul, wiesz, że nie mam nic przeciwko, żebyś ją czasami przyprowadzał. Prawda Emma?- zwróciłem się do dziewczynki, a ona ponownie zapiszczała i wyciągnęła rączki w stronę swojego ojca, więc mu ją oddałem. Usiedliśmy na kanapie, by chwilę pogadać. Co chwilę zaczepiałem małą, a ona się śmiała. Mój przyjaciel tylko kręcił głową i prosił by jego córeczka się uspokoiła, ale na próżno. Była strasznie ruchliwa, a prośba o spokojne siedzenie była bezużyteczna. Nie słuchała, zwłaszcza gdy ja byłem w pobliżu.
-Dawno cię u nas nie było. Może wpadniesz dzisiaj na kolację. Jessie się ucieszy, bo przyjechała jej koleżanka, więc posiedzielibyśmy w czwórkę…- zaproponował.
-Nie dam rady dzisiaj, ale dzięki za zaproszenie. Muszę pomóc ojcu dopiąć na ostatni guzik kontrakt z Francuzami…- co prawda nie byłem jeszcze właścicielem stoczni taty, jednak wszystko wskazywało na to, że wkrótce ją dostanę. Byłem zaskoczony, bo gdy Julie mnie zostawiła ojciec trochę wyluzował. Nadal mnie krytykował, ale nie tak jak wtedy. Stał się człowiekiem, z którym można było jakoś żyć. Nie byliśmy blisko, ale dobrze dogadywaliśmy się w sprawach biznesowych. Paul zebrał się do wyjścia kilka minut później, bo jego dziecko zaczęło się nudzić. Pożegnałem się z małą, a potem uścisnąłem dłoń kumpla.
-Powinieneś się umówić z tą koleżanką Jessie. To świetna dziewczyna, a ty od ponad 2 lat nie spotykałeś się z żadną kobietą…- powiedział, na co głośno westchnąłem. Nie lubiłem o tym gadać. Co prawda zdarzało mi się lądować w łóżku z przypadkowymi dziewczynami, ale szczerze mówiąc nie pamiętałem kompletnie nic z tamtych nocy.
-Dzięki za radę Paul, ale sam wiesz, że nie mam czasu na to…- gdy wyszli głośno westchnąłem i wróciłem do przeglądania kontraktu. Nie mogłem się jednak skupić, bo wzmianka o tamtej dziewczynie mnie zdekoncentrowała. Gdy mnie zostawiła próbowałem się z nią skontaktować, ale kiedy w końcu się ze mną spotkała zrozumiałem, że nie ma czego ratować. Na początku sądziłem, iż zrobiła to wszystko dla moich pieniędzy, ale kilka miesięcy po naszym rozstaniu dostałem przelew z cała kwotą, którą pożyczyłem tej rodzinie. Julie skończyła studia z wyróżnieniem i chociaż miała przed sobą wiele ofert pracy zaraz po odebraniu dyplomu wróciła do Austin. Zostawiłem papiery i poszedłem do Megan, by odwołała mi wszystkie zebrania do końca dnia, bo wychodziłem z pracy. To wszystko znów zaczynało mnie męczyć, a ja nie chciałem już myśleć o niej. Odkochałem się, więc nie zamierzałem znów chlać na umór i przesiadywać w pracy przez całe noce. Po dwóch godzinach spędzonych w siłowni ledwo ciągałem nogami. Zapisałem się na pieprzony boks, ale to było tak cholernie męczące, że do domu wracałem autem. Zmęczony zasnąłem na kanapie i obudziłem się jakieś 2 godziny później. Z racji tego, że dochodziła piąta poszedłem się wykapać i założyć coś, w czym mógłbym złożyć wizytę swojemu ojcu. W domu rodzinnym byłem przed szóstą. Od służącej dowiedziałem się, że tata ma gościa, a mama jeszcze nie dojechała do domu. Wszedłem do środka i skierowałem się do gabinetu. Zatrzymałem się jednak, gdy usłyszałem o czym mój ojciec i jego gość rozmawiają. Tak, tematem byłem ja. Nie przeszkodziłem im więc, tylko stałem przysłuchując się.
-Twój syn naprawdę ma talent do robienia interesów. Dopiero skończył 30 lat, a już zaczyna butować hotele w Europie…- powiedział kolega taty, na co mój tata westchnął.
-Za to jest kompletnym idiotą jeśli chodzi o podejmowanie decyzji w prywatnym życiu. Najpierw poszedł na studia, które rzucił, bo mu się znudziły, prawie dał się wrobić w dzieciaka, a na sam koniec spotykał się z jakąś smarkulą z prowincji, która chciała się wybić na jego nazwisku. Ale fakt, ma nosa do biznesu…- co on pieprzył? Rzuciłem studia, bo nie wniosły nic nowego do mojego życia, sprawa z Victorią od początku śmierdziała, a Julie nie była smarkulą z prowincji. Już miałem im przerwać, ale znajomy ojca się odezwał.
-Żartujesz? Ta mała blondyneczka, z którą pojawiał się na oficjalnych wyjściach chciała się wybić? Przecież po tym jak twój syn ją rzucił słuch o niej zaginął…- powiedział.
-Nie on ją rzucił, a ona jego. Nie zamierzałem patrzeć na to jak żeruje na moim synu…- gdy to usłyszałem teczka z papierami wypadła mi z ręki, a nogi same skierowały mnie do tego gabinetu. „Nie zamierzał patrzeć”? – co to do kurwy miało znaczyć? Gdy mnie zobaczył nawet nie drgnął, tylko rzucił „cześć synu”. Miałem jednak gdzieś jego przywitanie. Chciałem wiedzieć tylko jedną rzecz.
-Nie zamierzałeś patrzeć jak ona na mnie żeruje?- zapytałem, a on skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Chyba nie sądziłeś, że pozwoliłbym na to, aby taka smarkula weszła do mojej rodziny…- odpowiedział, a ja nerwowo się zaśmiałem, jednak dosłownie kilka sekund później złapałem go za fraki i przyparłem do ściany. Gdy jego kolega do mnie podszedł kazałem mu spierdalać, bo w przeciwnym razie obiłbym mu gębę.
-Ty skurwysynu, wiedziałeś, że ją kochałem i zrobiłeś to tylko dlatego, żeby mnie upokorzyć…- warknąłem. Moja krew wrzała, a w ustach pojawił się ten sam charakterystyczny metaliczny posmak. Wszystko to miało smak krwi. Nigdy wcześniej ojciec nie doprowadził mnie do takiego stanu. Nawet nie wiem kiedy moja pięść znalazła się na jego szczęce, ale byłem tak wściekły, że nie panowałem nad sobą i nawet kolega ojca nie był w stanie mnie z niego ściągnąć. Lałem go bez opamiętania, by chociaż dać mu namiastkę tego, jak czułem się przez całe swoje życie. Zatłukłbym go gdyby nie mama i Pablo. W trójkę zdjęli mnie z ojca, ale w dalszym ciągu się wyrywałem.
-Kochałem ją! Była dla mnie wszystkim, a ty mi ją zabrałeś! Puśćcie mnie! Zabiję cię ty skurwysynu!- krzyczałem, ale nie byłem w stanie go dosięgnąć. Podniósł się do pozycji siedzącej i otarł krew z rozbitej wargi.
-Jesteś pierdoloną pomyłką, rozumiesz? Od początku cię nie chciałem!- wydarł się, dlatego podjąłem kolejną próbę, ale nie udało mi się wyrwać. Mama płacząc prosiła nas byśmy przestali, a Pablo z kolegą tego frajera zaczęli siłą wyprowadzać mnie z gabinetu. Naprawdę bym go zabił, gdyby mnie od niego nie odciągnęli. Darłem się na niego aż do momentu, gdy nie zostałem siłą wepchnięty do auta i Pablo nie usiadł za kierownicą. Drzwi były zamknięte, więc nie mogłem wysiąść chociaż szarpałem na tyle, na ile pozwoliły moje ręce. Groziłem temu skurwysynowi, ale kazał mi zamknąć mordę. Odwiózł mnie do domu i kazał ochłonąć, a potem dopilnował bym wszedł do mieszkania. W totalnym amoku wypieprzyłem wszystkie kontrakty dotyczące stoczni i dopiero na widok pani Anderson bezradnie usiadłem na podłodze i ukryłem twarz w dłoniach.
-O mój Boże. Co się stało z pana rękoma?- zapytała, dlatego spojrzałem na nie. Na zdartych kostkach zaczęła zasychać moja krew zmieszana z krwią Grega, a pod nią zaczynały tworzyć się krwiaki. Dosłownie chwilę później gosposia wróciła z apteczką i moim kierowcą. Luke rozmawiał przez telefon, a gdy mnie zobaczył powiedział, że oddzwoni.
-Pomogę panu wstać…- złapał mnie za ramię i podciągnął do góry, a potem zaprowadził do kuchni. Pani Anderson sięgnęła po wodę utlenioną i zaczęła przemywać mi rany. Luke przyniósł lód i szczerze mówiąc dopiero w tamtej chwili zrozumiałem, że najbliższymi mi osobami są właśnie moi pracownicy. Nie odzywałem się do nich do końca dnia, bo myślałem co powinienem zrobić. Gdybym miał numer Julie zadzwoniłbym i zapytał, czy zerwała ze mną, bo została do tego zmuszona. Skasowałem go jednak, a co gorsza nie mogłem przypomnieć sobie tej kombinacji cyfr. Wieczorem przyszła mama. Na mój widok rozpłakała się i zaczęła przepraszać mówiąc, że nie miała o niczym pojęcia. Miałem to już jednak w dupie. Skończyłem z tą rodziną. Spojrzała na moje ręce, poszła po świeży lód i zrobiła mi okład. Gdy zaczęła się tłumaczyć udawałem, że słucham, a tak naprawdę gapiłem się w sufit. Byłem „pomyłką” i dlatego ojciec nigdy mnie nie chciał. Za to mnie karał, więc dotarło do nie, że nie zaspokoiłbym jego potrzeb, bo od samego początku mnie nienawidził. Głośno westchnąłem i zaproponowałem mamie szklankę czegoś mocniejszego. Gdy sięgnąłem po whisky dotarło do mnie jak bardzo obiłem mu mordę. Krwawe wybroczyny na kostkach były już naprawdę widoczne, a do tego ból nasilał się przy każdym ruchu. Nie żałowałem jednak tego, że go uderzyłem. Wręcz przeciwnie, byłem zadowolony, iż straciłem nad sobą kontrolę. Gdybym mógł poprawiłbym jeszcze trochę jego twarz. Mama poprosiła bym pozwolił jej zostać na noc, więc przystałem na to. Całą noc nie mogłem jednak zmrużyć oka, bo męczyła mnie Julie. Dlaczego u diabła nie powiedziała mi o niczym? Wiedziała, co do niej czułem, a jednak nie potrafiła mi zaufać. Zasnąłem dopiero nad ranem, a około ósmej obudził mnie telefon. Jason pytał czy przyjeżdżam do pracy. Już miałem przytaknąć, ale nagle uświadomiłem sobie, że musze coś zrobić.
-Muszę wyjechać na kilka dni do Austin, bo wypadł mi problem z hotelem. Zastąp mnie, a ja powinienem wrócić do piątku…- gdy zapytał co dokładnie się stało wymyśliłem jakąś pierdołę. Zadzwoniłem do Megan i poprosiłem by odwołała mi wszystkie spotkania oraz umówiła samolot. Podczas śniadania powiedziałem mamie, że może zostać w moim mieszkaniu, bo wyjeżdżam jeszcze przed południem. Nie była zaskoczona, gdy dowiedziała się co jest celem mojej podróży. Megan oddzwoniła pół godziny później. Nick twierdził, że o jedenastej możemy ruszać, dlatego poszedłem spakować kilka rzeczy, by pani Anderson nie musiała się tym zajmować. Mama przytuliła mnie na pożegnanie i przeprosiła jeszcze raz za poprzedni wieczór, a potem powiedziała coś, co niekoniecznie spodziewałem się usłyszeć.
-Nigdy nie byłeś pomyłką. Jestem z ciebie dumna i chcę byśmy wszyscy byli szczęśliwi, dlatego postanowiłam, że rozwiodę się z twoim ojcem. Znosiłam jego zachowanie tyle lat, ale to co zrobił przelało szalę goryczy. Przepraszam cię za to…- jeszcze raz ją przytuliłem, a potem ruszyłem do wyjścia. Nie miałem pojęcia co osiągnę tym wyjazdem, ale chciałem z nią porozmawiać. Chciałem by potwierdziła mi to, że zerwała ze mną z powodu Grega. Kilka minut po trzeciej mój samolot wylądował na lotnisku w Austin. Po nieprzespanej nocy i długim locie byłem jednak na tyle zmęczony, że od razu pojechałem taksówką do hotelu. Spałem jak zabity i obudziłem się następnego dnia kilka minut po piątej. Poszedłem na siłownię się rozruszać, zjadłem śniadanie, a potem poprosiłem obsługę hotelową, by wynajęli dla mnie jakieś auto. Dostałem je około wpół do jedenastej, dlatego pod pretekstem wypicia kawy wybrałem się do kawiarni. Na parkingu mimo tej godziny było całkiem sporo aut, a i w środku było dużo klientów. Znalazłem więc wolny stolik w kącie i czekałem aż ktoś do mnie podejdzie. Wnętrze było zaprojektowane tak, że panowała to przyjazna atmosfera, a muzyka w tle sprawiała, że było tu naprawdę przytulnie. Gdy podeszła do mnie kelnerka z uśmiechem poprosiłem o mocną kawę. Zaproponowała mi do niej coś słodkiego, więc przystałem na to. Gdy odeszła rozejrzałem się za Julie, ale nie dostrzegłem jej. Nie wiedziałem nawet czy pracuje w tej kawiarni, ale miałem nadzieję ją zobaczyć. Jechałem taki kawał by móc z nią porozmawiać i musiałem się z nią spotkać. Kelnerka wróciła z moim zamówieniem kilka minut później. Postawiła przede mną kawę i czekoladową babeczkę, a jej wzrok niepewnie zatrzymał się na mojej dłoni.
-Trenuję sztuki walki…- skłamałem, po czym opuściłem dłoń na swoje udo. Nic nie powiedziała tylko pokiwała głową, życzyła mi smacznego i odeszła. Spojrzałem na swoją filiżankę, a to co zobaczyłem kompletnie mnie zaskoczyło. Dziewczyna była zawodową baristką i nie tylko stworzyła mi jakieś dzieło sztuki, ale i zrobiła świetną kawę. Aż byłem ciekawy ile ci ludzie tutaj zarabiali. Jeśli pozostały personel robił to samo nic dziwnego, ze było tyle ludzi w tym miejscu. Kończyłem pić kawę gdy moją uwagę przykuła długowłosa, szczupła brunetka. Od razu wiedziałem kto to. Nie widziała mnie, dlatego mogłem się jej dobrze przyjrzeć. Była śliczna, a nowy kolor włosów bardzo jej pasował. Przywitała się z personelem i zniknęła w jakimś pomieszczeniu, z którego wyszła kilka minut później, po czym zaczęła obsługiwać jakiegoś mężczyznę. W pewnym momencie dziewczyna, która mnie obsługiwała podeszła do niej i coś powiedziała, a Julie spojrzała na mnie i zamarła. Skinąłem do niej, na co przeprosiła koleżankę, zdjęła zapaskę i wyszła zza baru. Chciałem już to wszystko załatwić. Musieliśmy porozmawiać.
Perspektywa Julie
Rozstanie z Danielem dużo mnie kosztowało, ale nie mogłam pokazać nikomu, że tak naprawdę nadal go kochałam. Wszystkim wmówiłam, iż przestałam czuć do niego to samo co na początku, nawet mama, Sarah i Alexis uwierzyły. Bez niego czułam się samotna w Nowym Jorku, ale wiedziałam, że jeśli nie będę się trzymała z daleka od niego to Gregory Holt narobi problemów nie tylko mi, ale i mojej mamie. Po rozmowie z nią uznałyśmy, że zaciągniemy kredyt i od razu spłacimy Daniela, a raty będziemy płaciły z zysku, który przyniesie kawiarnia. Na początku nie było łatwo, ale klienci zaufali mamie, a ona na moją prośbę zaczęła rozglądać się za baristami. Odkąd pamiętałam właśnie tak wyobrażałam sobie swoją kawiarnię. Nie oczekiwałam jednak, że ludzie tak pokochają to miejsce. Zyski były naprawdę duże, a pracownicy chwalili sobie swoje posady, więc dostawali za to odpowiednio wysokie wynagrodzenie. Mama zapewniała im opłaty za kursy balistyczne, więc nic nie tracili. Sama zrobiła taki kurs, ale w końcu uznała, że zajmie się finansami, bo nie miała talentu do tworzenia jakichkolwiek wzorów na kawie. Na uczelni przyłożyłam się do nauki, wzięłam udział w kilku konkursach, zaliczyłam 2 staże, ale nie przyjęłam żadnych ofert pracy. Chciałam wrócić do domu, bo tylko tam czułam się dobrze. Coraz mniej tęskniłam za Danielem, chociaż bywały wieczory, gdy kładłam się wcześniej tylko po to by płakać pół nocy. Nie byłam w stanie umówić się z nikim innym, ale nikt z przyjaciół nie wiedział co było tego powodem. Wiedzieli jedynie, że w Nowym Jorku umawiałam się z kimś, ale to nie przetrwało. Po kilku miesiącach od mojego powrotu do Austin postanowiłam wyprowadzić się z domu. Wynajęłam małe mieszkanko i urządziłam się w nim. Tej nocy niewiele spałam, bo miałam wrażenie, że coś się stało. Gdy rano zadzwoniłam do mamy stwierdziła, iż jak zawsze przesadzam. Zjadłam skromne śniadanie, wypiłam kawę i pognałam do pracy. Przywitałam się z przyjaciółmi i poszłam zmienić ubrania. Obsłużyłam klienta, a gdy miałam iść do kolejnego zaczepiła mnie Amanda.
-Nie uwierzysz, ale obsługiwałam dzisiaj najprzystojniejszego faceta, jakiego kiedykolwiek widziałam. Mówił, że zawodowo trenuje sztuki walki. Siedzi w rogu…- powiedziała, więc oceniłam jej reakcję. Miała zarumienione policzki i uśmiechała się nienaturalnie szeroko. Z uśmiechem spojrzałam w miejsce, gdzie miał siedzieć ten przystojniak i mina mi zrzedła gdy go zobaczyłam. Moje serce zaczęło obijać mi się o żebra, a ciałem zawładnął dziwny strach.
-Amanda zastąp mnie. Muszę z nim porozmawiać…- powiedziałam, gdy pierwszy szok minął. Zdjęłam zapaskę, położyłam ją pod bar i ruszyłam w jego kierunku. Na mój widok od razu wstał. Gdy zapytałam co robi w tej kawiarni najpierw się przywitał, a potem powiedział, że przyjechał w interesach. Niepewnie zrobił krok w moim kierunku i pocałował mnie w policzek, a ja poczułam to charakterystyczne mrowienie, więc przełknęłam ślinę.
-Pięknie wyglądasz Julie. I gratuluję sukcesu. Wspaniała kawiarnia. W życiu nie widziałem i nie piłem lepszej kawy…- powiedział, a ja speszona podziękowałam. Gdy zaprosił mnie do stolika powiedziałam, iż mam tylko chwilę, ale obiecał nie odciągać mnie od pracy. Zapytał o której kończę, bo bardzo zależało mu na rozmowie. Już miałam odmówić, jednak moją uwagę przyciągnęła jego posiniaczona dłoń.
-Na Boga, co ci się stało?- zapytałam zaniepokojona, a on cofnął rękę.
-Spotkajmy się wieczorem to wszystko ci wyjaśnię. Podaj godzinę i miejsce, dostosuję się…- był zdeterminowany, dlatego stwierdziłam, że może przyjechać do mnie około dziesiątej. Podziękował, położył pieniądze pod spodek filiżanki, pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł, a ja poczułam się jakby przejechał mnie czołg. Był dokładnie taki, jakim go zapamiętałam. Miły, czuły i szarmancki, ale zaniepokoiło mnie to, jak wyglądały jego ręce. Gdy  moim gardle uformowała się gula przełknęłam ją, po czym wstałam od stolika, zabrałam pieniądze i podałam je Amandzie. Sama poszłam na zaplecze, gdzie usiadłam i ukryłam twarz w dłoniach. Dziewczyna przyszła chwilę później, a gdy zobaczyła w jakim jestem stanie usiadła obok mnie i złapała mnie za ręce.
-Kto to był?- zapytała, więc wzięłam kilka głębokich wdechów i napiłam się wody.
-Pamiętasz, gdy mówiłam, że w Nowym Jorku spotykałam się z kimś, ale się rozstaliśmy? Tym kimś był Daniel Holt, młody miliarder, właściciel wielkiej sieci hoteli. Ten sam, który wcisnął ci kit, że zawodowo trenuje sztuki walki…- gdy to usłyszała aż zakrztusiła się własną śliną – przepraszam cię, ale chciałabym pobyć przez chwilę sama…- nie powiedziała nic więcej tylko poszła na salę. Przez resztę dnia nie mogłam się skupić. Gdy weszłam do mieszkania kilka minut po dziewiątej od razu poszłam wziąć zimny prysznic. Nie miałam pojęcia czego Daniel chciał ode mnie, w wyniku czego strasznie się bałam. Zrobiłam sobie herbatę, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, by jakoś zająć swoje myśli. Za pięć dziesiąta usłyszałam dzwonek do drzwi, więc odłożyłam kubek i poszłam otworzyć. Stał po drugiej stronie z winem w dłoni. Zaprosiłam go do środka i nalałam nam po kieliszku trunku. Zapytałam go po co przyjechał, więc głośno westchnął. Stwierdził, że musi być pewny, iż wtedy zerwałam z nim, ponieważ nic do niego nie czułam.
-Daniel, to było ponad 2 lata temu…- nie chciałam znów sobie przypominać wszystkiego. To był naprawdę trudny okres, ojciec Daniela zaczął spełniać swoje groźby, a ja byłam w sytuacji bez wyjścia. Mężczyzna położył sobie dłonie na udach i głośno westchnął.
-Przyjechałem tu specjalnie abyśmy to sobie wyjaśnili, bo od przedwczoraj nie daje mi to spokoju. Wiem co zrobił Greg, ale chcę usłyszeć twoją wersję i nie wyjdę dopóki mi tego nie powiesz…- skrzywił się, gdy przypadkowo otarł się zewnętrzną stroną dłoni o poduszkę, a ja zapytałam, czy przynieść mu lód. Pokręcił głową, po czym dodał, że czeka na to, co mam mu do powiedzenia. Tak więc powiedziałam o tamtym spotkaniu w restauracji, o straconym stażu i o tym, że nie chciałam nic mówić, bo wiedziałam jak bardzo zależało Danielowi na tej stoczni. Nie mogłam pozbawić go tego biznesu. Dlatego właśnie odeszłam. Gdy to usłyszał cicho się zaśmiał.
-Boże, Julie kochałem cię jak wariat. Zależało mi na stoczni, ale nie za wszelką cenę, rozumiesz? Gdy usłyszałem, że rzuciłaś mnie, bo on ci groził nie wytrzymałem i zabiłbym go, gdyby mnie siłą nie odciągnęli. Nie będzie żadnego przejęcia, bo ten człowiek mnie nienawidzi. Byłem niechcianym dzieckiem i ojciec przez całe życie robił wszystko, by mnie ukarać za to, że się urodziłem. Kurwa, przepraszam, że ten skurwiel ci groził. Gdybym wiedział wcześniej…- usiadł obok zamknął mnie w szczelnym uścisku, a ja nagle poczułam jak całe napięcie ze mnie schodzi. Objęłam go dłońmi w pasie i wzięłam kilka głębokich wdechów. Rozmawialiśmy całą noc o tym wszystkim. Daniel opowiedział mi czego dokładnie się dowiedział, jak doszło do tego, że pobił własnego ojca i co robił przez ten czas, gdy nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu. Przyznał się do tego, że kilka razy zdarzyło mu się przespać z przypadkową dziewczyną, ale nie winiłam go za to, bo wtedy nie byliśmy razem, więc nie miałam do niego żadnych praw. Gdy zaczynało widnieć uznał, że czas na niego. Dobrze było znów go zobaczyć i upewnić się, iż poukładał sobie wszystkie sprawy. Nie, tej nocy do niczego nie doszło. Cały czas rozmawialiśmy. Już miał się żegnać, gdy nagle zmienił zdanie i zapytał, czy poszłabym z nim na kolację. Zgodziłam się, więc poprosił mnie o numer telefonu, dlatego puściłam mu strzałkę. Oczywiście, że nie usunęłam jego numeru. Przytulił mnie na pożegnanie i życzył mi kolorowych snów. Gdy zamknęłam za nim drzwi głęboko odetchnęłam i usiadłam na podłodze z podkulonymi nogami. Miałam straszny mętlik w głowie, ale chciałam iść z nim na tę randkę. Nawet jeśli i tym razem miałoby nic z tego nie wyjść to miałam świadomość, że nie będę niczego żałować. Nie z tym mężczyzną.
10 miesięcy później
Jedno musiałam przyznać. Alexis i Sarah gdyby mogły wyszarpałyby sobie oczy, a ja tylko poprosiłam o zawiązanie gorsetu. W końcu doszły do porozumienia i mi pomogły. Gdy już się ubrałam spojrzałam na zegar na ścianie. Za 20 minut musiałam być na dole. Podeszłam do wielkiego lustra i przejrzałam się. Strasznie się denerwowałam, ale byłam pewna swojej decyzji. Mama przyszła na chwilę i na mój widok się rozpłakała. Dała i prezent, którym okazały się być piękne srebrne kolczyki. Idealne zgrały się z suknią, więc gdy jeszcze raz przejrzałam się w lustrze czułam, że zaraz się rozkleję.
-Jesteś gotowa?- upewniła się, na co głęboko odetchnęłam.
-Jestem. Chodźmy. Chcę już mieć to za sobą…- postanowiłam, a ona otworzyła mi drzwi. Alexis była moją pierwszą druhną, a Sarah miała stać zaraz obok niej. Byłam opanowana, ale gdy tylko zobaczyłam Daniela w holu samokontrola wyparowała i dosłownie chwilę później byłam w jego ramionach. To było moje miejsce, tylko przy nim czułam się bezpieczna. Urzędnik zaprosił nas do sali, więc ruszyliśmy za nim. Bardzo szybko zrozumieliśmy, że nasze uczucia nie wygasły, dlatego po kilku miesiącach Daniel mi się oświadczył. Nasze mamy strasznie płakały przez całą ceremonię, ale były szczęśliwe. I zaprzyjaźniły się, co bardzo nas cieszyło.
-Jest pani szczęśliwa pani Holt?- zapytał Daniel, gdy siedzieliśmy przy stole. Pocałowałam go, a on chętnie oddał pocałunek.
-Wiesz, że jestem. A ty?- dotknęłam jego policzka, a on wtulił twarz w moją dłoń, by chwilę później ją pocałować.
-Z tobą zawsze jestem szczęśliwy skarbie. I wiem, że tak będzie do samego końca…- wyszeptał i mnie pocałował. Był moim prezentem od losu, dlatego każdego dnia dziękowałam Bogu za to, że postawił go na mojej drodze. Gdy na mnie patrzył czułam się wyjątkowa. Spojrzałam na gości, którzy świętowali nasz wielki dzień i uśmiechnęłam się. Tak, teraz to widziałam. Byłam szczęściarą. Nie mogłam tego zmarnować…
***

 Hej! Przepraszam za poślizg, ale już jestem. Przepraszam, że kazałam Wam tyle czekać, ale nie sądziłam, że napisanie zakończenia tej historii będzie dla mnie takie trudne. Niestety nie wyszło to tak, jakbym chciała, co zresztą widać po długości historii, która pierwotnie miała zawierać maksymalnie 30 rozdziałów. Przepraszam jeśli Was zawiodłam. Nie było to moim zamiarem. Po prostu czasami coś mi nie wychodzi. 
Dziękuję Wam, że byłyście ze mną do końca. Były tu wzloty i upadki, ale chciałam zakończyć to szczęśliwie. Mam sentyment do imienia Daniel, więc początkowo to opowiadanie traktowałam jako pewnego rodzaju pożegnanie z chłopakiem o tym imieniu. Zmiany w moim życiu spowodowały jednak, że historia ta poszła innym torem, co niekoniecznie mi się podobało, ale nie potrafiłam napisać tego inaczej. 
Nie umiem się żegnać, zresztą na pożegnanie przyjdzie jeszcze czas, bo to nie jest ostatnia historia, która wyjdzie spod mojej ręki. Niejednokrotnie byłyście dla mnie wsparciem, chociaż nawet nie miałyście pojęcia ile razy wątpiłam w sens pisania jakichkolwiek historii, w których tematem przewodnim jest miłość . Jestem Wam za to bardzo wdzięczna. Bez Was tak naprawdę nie dałabym rady. 
Jeśli chcecie ze mną zostać to wkrótce wznowię publikację na Straconych Nadziejach <klik>. Po nich przyjdzie czas na Skreślonych <klik> i wtedy się pożegnamy definitywnie. Myślę, że pojawię się na pierwszym blogu za jakieś 2 tygodnie.
Z racji tego, że to już koniec pokażcie ile tak naprawdę Was było. Chciałabym wiedzieć jak wiele osób to czytało. Dziękuję Wam jeszcze raz za wszystko. Pozdrawiam. Wasza Ola :* 

Obserwatorzy